24 godziny „na sępa”

By kuba • Syria, Turcja • 23 May 2010

Powoli żegnamy się z Bliskim Wschodem.  Wyjeżdżamy z Syrii i przez Turcję jedziemy do Iranu.  Oczywiście nie starczyło czasu, żeby zobaczyć wszystko, co chcieliśmy.  Nawet na „niezorganizowanej” podróży dookoła świata bez ścisłych ram czasowych nie do końca można zapomnieć o upływającym czasie.  Nas blokują wizy.  Mamy 4 dni na wjazd do Iranu a chcielibyśmy zobaczyć jeszcze południowo-wschodnią Turcję.  Przynajmniej Nermud Dag i jezioro Van.  Jedziemy stopem.  Jak wszędzie na Bliskim Wschodzie – zupełnie bez problemu i przyjemnie.  Zmieniamy auta.  Kierowcy mili, uśmiechają się, częstują lodami, poją soczkami.  Ale z większością nie jesteśmy w stanie się zupełnie porozumieć (no chyba, że na migi) – znają tylko arabski.  Przez cały pobyt przekonywaliśmy się, że mieszkańcy Bliskiego Wschodu są niezwykle gościnni.  Ale ostatnia doba, to już prawdziwe przegięcie.  Aż nam było głupio.  Zaczęło się od zakupów – nie pozwolono nam zapłacić za warzywa.  W sklepiku że słodyczami zapytaliśmy o piekarnię – w odpowiedzi dostaliśmy chleb.  Nasi stopowi kierowcy, którzy z powodu bariery językowej nie do końca mogli się z nami dogadać, w obawie o nasze bezpieczeństwo, wsadzili nas do busika do granicy i za niego zapłacili.  Po przekroczeniu granicy znaleźliśmy się na terytorium Turcji zamieszkanej przez Kurdów.  Na stopa podwiózł nas ojciec z synem – mieliśmy przejechać z nimi tylko kilkanaście kilometrów, bo jechali dalej w innym kierunku niż my, ale namówili nas na odwiedziny w ich mieście – Diyarbakir.  Miasto jest uznawane za nieformalną stolicę Kurdów – zamieszkuje je największy odsetek tej mniejszości narodowej..

To tutaj były najgłośniejsze protesty i zamieszki w walce o niepodległość Kurdów.  Po przyjeździe do miasta odstawiliśmy ojca do domu spać a młody postanowił nam zapewnić atrakcje.  Musiał niestety coś załatwić (chyba do pracy, trudno było zrozumieć na migi 🙂 ale zorganizował nam obstawę w postaci kumpla – również nie mówiącego w żadnym ze znanych nam języków.  Chłopak dosyć mocno się męczył, bo nijak nie mogliśmy się dogadać.  Nakarmił nas, napoił, a nam robiło się coraz bardziej niezręcznie – za nic nie mogliśmy płacić.  Ani nawet kurtuazyjnie z Elkanem pogadać, bo totalnie się nie dało – nie funkcjonował nawet za bardzo język migowy, bo chłopak się chyba wstydził gestykulować i tylko mówił do nas pełnymi zdaniami po kurdyjsku wkurzając się, że nic nie rozumiemy.  W końcu znaleźliśmy knajpę z wi-fi i odpaliliśmy googlowy translator.  W tym czasie dołączył do nas nasz znajomy Yasin z jeszcze jednym kumplem.  Było już bardzo późno a my padnięci, więc po krótkiej i zabawnej rozmowie za pośrednictwem translatora postanowiliśmy iść do hotelu.  Chłopaki nas oczywiście odwieźli i jeszcze zapłacili za jeden z fajniejszych hoteli, nie bacząc na nasze protesty i próby znalezienia przynajmniej tańszej opcji noclegu.  W zamian obiecaliśmy Yasinowi, że znajdziemy mu w Polsce żonę.  Chłopak był całkiem w tej kwestii poważny.  Poniżej wklejamy treść rozmowy:

marta I’m single Can you find me a very serious one in Poland, I am married to a woman as beautiful as what you all would help kuba should not misunderstand, but as you get good promise Is that marta help me to get married in March olacakmısın Poland to Turkey to marry women when you find me now for me gelİrmİ Whether doctors all teachers

Więc dziewczyny – wszystkie lekarki i nauczycielki, blondynki (mogą być ciemne) o szarych lub błękitnych oczach zainteresowane ofertą – przesyłajcie aplikacje.  Nie wiele możemy powiedzieć o kandydacie, poza tym, że jest miły i ma gest 😉

Comments are closed.

  • RSS
  • Facebook
  • Google+